| Tam, gdzie salami robi się z koniny |
|
|
|
| Chorwacja - Podróże | |
| 01.02.2010. | |
|
Podróżując po Slawonii odnoszę czasami wrażenie, że region ten został zapomniany przez wszystkich, a najbardziej przez swój własny kraj. Puste wioski, miasta zniszczone podczas wojny (1991-95), pomału odzyskujące dawny wygląd, tablice ustawione przy drogach, informujące o zagrożeniu minami – to tylko kilka obrazów wyróżniających ten region od Chorwacji, którą znają polscy turyści. Choć wiele miejsc w Slawonii posiada bogatą ofertę turystyczną, zachęcającą do skosztowania regionalnej kuchni, podziwiania pięknych krajobrazów, zapoznania się z ciekawymi wydarzeniami kulturalnymi, czy czerpania z bliskości natury, nie trafia ona do wielu potencjalnych gości, gdyż ci albo z braku wiedzy, albo z chęci spędzenia tygodnia nad morzem decydują się na wyjazd do Dalmacji. Aby jednak poznać ten niezwykle różnorodny kraj, trzeba odłożyć wycieczkę na plażę i po prostu otworzyć się na Slawonię. Kilka dni spędzonych na wschodzie kraju sprawi, że będzie chciało się powrócić do otwartych i gościnnych ludzi, przepięknych terenów oraz miejsc, skrywających niejedną historię. Szkoła muzyczna, a w oddali kościół Wniebowzięcia NMP W połowie drogi między Zagrzebiem a Slawońskim Brodem leży niewielkie miasto – Pakrac. Pozornie nie różni się niczym od jemu podobnych. Jest w nim kościół, szpital, szkoła; są również hotel, muzeum, urząd miasta, a główny plac nosi nazwisko marszałka Tity. Jeśli jednak rozejrzeć się po okolicy, można odnieść wrażenie, że miasto jest wymarłe. Nie chodzi tu jednak o brak mieszkańców – tych jest 4,5 tysiąca. W oczy rzucają się raczej puste budynki, często bez drzwi, okien i dachów. We wnętrzu niektórych z nich zdążyły się zakorzenić drzewa, których gałęzie wyglądają na ulice przez puste okna. Sporo elewacji czeka na remont, który zakryłby ślady po kulach, zostawionych w murach ponad piętnaście lat temu. Widok ten jest tym bardziej dojmujący, kiedy weźmie się pod uwagę, że zniszczone domy były kiedyś przepięknymi budowlami – wizytówkami miasta. Nie ma jednak co się dziwić obecnemu wyglądowi tego miejsca– w latach 1991-95 przez Pakrac przechodziła linia frontu, dzieląca walczących ze sobą Serbów i Chorwatów. Niemal każdy dom w mieście został wówczas zniszczony lub uszkodzony, miasto zostało zdewastowane w 86%. Ze spisu ludności przeprowadzonego w 1991 r. wynikało, że w Pakracu mieszkała niemal równa liczba Serbów i Chorwatów (43% do 37%). Obecnie ponad 80% mieszkańców stanowią Chorwaci. Większość Serbów zbiegła podczas wojny, zostawiając swoje domy, które puste czekają na swoich właścicieli, ci jednak raczej nie powrócą. ![]() Cerkiew prawosławna Odwiedzając to miasto należy pamiętać o jego historii, jednak nie można postrzegać go jedynie jako miejsca zniszczonego przez wojnę. W ciągu piętnastu lat władze Pakraca zrobiły bardzo dużo, aby przywrócić mu duszę i choć zmiany następują powoli, można dostrzec pierwsze efekty. Od niedawna w mieście działa hotel „Pakrac”, który poza dogodnymi warunkami noclegowymi oferuje wyśmienitą kuchnię. Spragnieni slawońskich doznań smakosze, mogą wybierać z bogatej oferty dań, spożywanych w XIX-wiecznym budynku hotelowym. Niedaleko hotelu, przy głównym placu miejskim, znajdują się muzeum, szkoła muzyczna oraz urząd miejski. Muzeum warto odwiedzić choćby i po to, aby dowiedzieć się, że w XIII w. w Pakracu działała mennica bijąca tzw. slawońskie banovce – monety, które jako pierwsze w Chorwacji miały na awersie kunę i być może były inspiracją dla obecnej chorwackiej waluty. Slawońskie banovce Podstawowa szkoła muzyczna jest kuźnią młodych talentów, których obecnie kształci się tam ponad sto. W styczniu br. szkoła wzięła udział w roku chopinowskim – we współpracy z ambasadą polską zorganizowała koncert muzyki Fryderyka Chopina, w interpretacji uczniów i wykładowcy Akademii Muzycznej w Zagrzebiu. Warto również wspomnieć o jedynym jak na razie winiarzu, dwudziestokilkuletnim Sašy Ćasiciu, który od 4 lat pod marką Ćasić produkuje najlepszą w okolicy graševinę (welschriesling), traminac mirisavi (gewürztraminer), a także czerwone: cabernet sauvignon i merlota. Jego wina występują na razie jedynie na rynku lokalnym. Nic dziwnego, skoro Ćasić posiada jedynie 13 ze 100 hektarów, na których mieszkańcy Pakraca uprawiali niegdyś winorośle. Wspominając o żywności nie sposób nie wspomnieć o końskiej salami, która przywędrowała do miasta ponad 130 lat temu. Wówczas to do pobliskich wsi przybyła grupa Włochów pochodzących z Belluno i Trentino (północno-wschodnia Italia). Poszukując lepszych warunków bytowych osiedlili się w czterech wioskach leżących na północny-zachód od Pakraca (Ploštine, Kapetanovo polje, Obrijež i Veliki Banovac), a ich potomkowie żyją w nich po dziś dzień. Przybysze z Italii zajęli się stolarstwem i produkcją cegieł, które używane były do budowy pobliskich domów, także i tych w Pakracu. Jedną z tradycji, którą przywieźli, był właśnie wyrób końskiej salami, sporządzanej z mielonej koniny, wieprzowej słoniny oraz przypraw. Do dziś w Pakracu krąży dowcip mówiący o tym, że najlepszy przepis na końskie salami to wsiąść do samochodu, pojechać do Ploštine i zapukawszy do pierwszego lepszego domu poprosić o nią. ![]() Dawny hotel Najbliższa okolica Pakraca to również szczyt Ormanovac położony na wysokości 665 m n.p.m., będący latem świetną bazą paralotniarską, a zimą miejscem do zjazdów narciarskich. Nieopodal znajdują się również doskonała dla amatorów-grotołazów jaskinia, pełne slawońskich ryb jezioro oraz ciągnący się kilka kilometrów szlak motocrossowy. Te i inne atrakcje dowodzą, że leżący w zachodniej Slawonii Pakrac może być ciekawą alternatywą dla wakacyjnych wypraw nad chorwackie morze. A jeśli dla niektórych lato bez wybrzeża jest czymś, bez czego nie można żyć, proponuję wybrać się do Pakraca o każdej innej porze roku. Tekst i zdjęcia: Ewelina Szeratics |
|
| Zmieniony ( 01.02.2010. ) | |
| następny artykuł » |
|---|







