Strona główna
O Nas
Redakcja
Galeria
Patronat medialny
Forum
Kontakt
Przyjaciele
Linki
pół żartem - pół serio

pół żartem - pół serio

Jeśli macie zdjęcia, przedstawiające nietypowe zdarzenia lub widoki i chcecie, żeby ujrzały światło dzienne, prześlijcie je na nasz adres e-mailowy.

Cyfrowy licznik odwiedzin

licznik odwiedzin
Bałkańskie eliminacje eurowizyjne PDF Drukuj Email
Kociołek bałkański - Muzyka/Taniec
29.01.2010.
Wyśmiewana, traktowana zawsze z przymrużeniem oka, posądzana o polityczną poprawność w głosowaniach oraz sprowadzana do roli widowiska schlebiającego najniższym gustom Eurowizja i w tym roku, po raz pięćdziesiąty piąty już, postawi tekściarzy, kompozytorów, a przede wszystkim piosenkarzy i piosenkarki w szranki rywalizacji o palmę pierwszeństwa na muzycznej mapie Europy. Nawet najzagorzalsi krytycy brzmień spod znaku Europejskiej Unii Nadawców (EBU), zrzeszającej publicznych nadawców radiowych i telewizyjnych, zgodnie przyznają jednak, że wieczór koncertu finałowego jest wydarzeniem mającym w sobie coś z magii.
 
Magii być może bardziej kolorowej, ludowo-odpustowej i zabobonnej, niż tej pięknej i wytwornej oferowanej przez disnejowskie wróżki lub „Czarodziejski flet” Mozarta, ale wciąż niezrozumiałej i przez to intrygującej. Przez jedną noc w swoim życiu zwycięski artysta staje się bowiem nie tylko gwiazdą, ale przez wzgląd na narodowy charakter zmagań, również bohaterem dla wszystkich obywateli, których reprezentuje, zdobywając dla nich tym samym prawo organizacji kolejnego niezapomnianego festiwalu w ich stolicy. Dzięki takiej właśnie historii młodego, pochodzącego z Białorusi Norwega – Alexandra Rybaka i jego piosenki „Fairytale”, przed rokiem na oczach milionów widzów, śledzących rywalizację zarówno na trybunach moskiewskiej Hali Olimpijskiej jak i przed telewizorami zadecydowano, że to właśnie Oslo ugości uczestników tegorocznego festiwalu. W dniach od 25 do 29 maja w hali Telenor Arena artyści zapewnią niewątpliwie niezapomnianą rozrywkę niesłabnącej rzeszy fanów eurowizyjnych ekscytacji.

Pierwszy kwartał każdego roku jest zatem czasem trudnych i kontrowersyjnych niekiedy wyborów dla narodowych nadawców radiowych i telewizyjnych. Należy bowiem nie tylko znaleźć wykonawcę i piosenkę, ale zrobić to tak, by całość godnie reprezentowała kraj oraz sprostała gustom wielonarodowej widowni. Nic więc dziwnego, że w przedsięwzięciu, w którym rywalizuje się muzycznie z innymi krajami nie mogło zabraknąć rozśpiewanej bałkańskiej duszy i że styczeń, luty oraz marzec na całym Półwyspie Bałkańskim są także czasem intensywnej selekcji. Wyjątek stanowi tu jedynie Czarnogóra, która z braku funduszy, powodowanego kryzysem finansów, wycofała swojego reprezentanta oraz Kosowo ubiegające się dopiero o włączenie do EBU i możliwość rywalizacji w konkursie w przyszłych latach.

Najbardziej nowatorskim sposobem wyłonienia reprezentanta na tegoroczny konkurs Eurowizji wykazała się Serbia, zatrudniając znanego i cenionego w Europie Gorana Bregovicia. Kompozytor otrzymał zlecenie napisania trzech piosenek oraz przydzielenia ich trzem utalentowanym wykonawcom, spośród których swojego faworyta wybierze serbska publiczność w telefonicznym głosowaniu 28 lutego. Tego samego dnia zostanie również oficjalnie zaprezentowana bułgarska piosenka na Eurowizję, wykonywana przez wybranego przez jury Miro (Miroslava Kostadinova). Wątpliwości zostały już rozwiane także w Albanii oraz Bośni i Hercegowinie. O ile jednak albańskiej piosenki „Nuk mundem par ty” („Nie mogę bez ciebie”) w wykonaniu Juliany Pashy można już słuchać, o tyle utwór Vukašina Brajića pt. „Munja i grom” („Błyskawica i grom”) pozostanie ściśle strzeżoną tajemnicą aż do 7 marca. Chorwacja i Słowenia natomiast wybiorą swoich przedstawicieli w podobny sposób. W chorwackiej Opatiji 5 i 6 marca, zgodnie z tradycją już, po raz kolejny odbędzie się gala, w której finale, oprócz wybranych przez jury ośmiu piosenek, widzowie usłyszą osiem kolejnych, które wygrały półfinał. Identyczna sytuacja będzie miała miejsce w Słowenii, z tą jednak różnicą, że jury wybrało tam siedem utworów i również siedem przebije się z półfinałów, by ostatecznie wyłonić zwycięski singiel 21 lutego. Eksperci nie próżnowali także w zawsze bardzo poważnie traktujących zmagania eurowizyjne Turcji i Grecji. Oba kraje w Oslo spróbują powtórzyć niedawno osiągnięte sukcesy i odnieść swój drugi tryumf na festiwalu. Kolejną Sertab Erener spróbuje w Norwegii zostać zupełnie odmienny od niej stylem choć chyba już bardziej znany, dzięki zeszłorocznej nagrodzie MTV, zespół „maNga”. Zespół zaprezentuje swoją piosenkę najpóźniej w lutym. Następca lub następczyni Eleny Paparizou zostanie wybrany natomiast podczas koncertu 12 marca spośród dziewięciu wykonawców (oryginalnie dziesięciu, jednak z konkursu ze względu na napięty terminarz wycofała się młoda gwiazda Despina Rici). Największy wybór, bo aż spośród dwudziestu ośmiu piosenek, będą mieli Macedończycy. Swojego przedstawiciela w walce o pierwszy, historyczny sukces na Eurowizji wyłonią w głosowaniu publiczności 19 lutego podczas gali w Skopje.

Wszystkie bałkańskie kraje, by znaleźć się na deskach sceny Telenor Areny w Oslo będą musiały wraz z innymi wziąć udział w zmaganiach półfinałowych, z których zwolnione są jedynie cztery kraje mające największy udział w finansowaniu EBU, a więc Hiszpania, Francja, Niemcy oraz Wielka Brytania. Prawo uczestniczenia w finale bez eliminacji przysługuje także Norwegom jako gospodarzom imprezy.        
    
Rozkochane w ludowych, łatwo wpadających w ucho, lecz niezwykle charakterystycznych i rozpoznawalnych brzmieniach Bałkany zapewne i w tym roku odegrają znaczącą rolę podczas eurowizyjnego wieczoru. Portal balkany.net.pl będzie bacznie przyglądał się kolejnym reprezentantom oraz ich utworom wyłanianym w narodowych głosowaniach. Przedstawimy sylwetki wszystkich zwycięzców trzymając kciuki, by podczas tego specyficznego święta europejskiej piosenki radośni Bałkańczycy mogli znowu cieszyć się ze zwycięstwa, podobnie jak w 2007 r. dzięki Serbce Mariji Šerifović i jej piosence „Molitva” („Modlitwa”). Zachęcamy zatem do słuchania bałkańskich propozycji do Oslo i wybierania spośród nich swoich faworytów, gdyż oczekiwanie na występ polskiego artysty w finale może okazać się znowu jedynie płonną nadzieją.           

Konrad Komorniczak

Zmieniony ( 29.01.2010. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »